Ciążowo – na łyżeczki

Ciąża rządzi się swoimi prawami w świecie seksu – zależy od wielu czynników i co oczywiste najważniejszy jest maluch. Przez pierwszy trymestr prawie się nie kochaliśmy – woleliśmy nie ryzykować. Owszem – żona parę razy zrobiła mi dobrze ręką lub ustami, ale było to raczej na zasadzie “zrobienia mi dobrze”, a nie obustronnego seksu. Monika nawet nie chciała abym jej dotykał – owszem miała ochotę, ale się bała o maluszka.
Prawdziwy seks zaczęliśmy uprawiać w drugim trymestrze. Oczywiście była to wersja ciążowa seksu – czyli raczej łagodnie i delikatnie, tylko w określonych pozycjach. Sprawdziło się, że kobieta w tym trymemstrze ma duża ochotę na współżycie.
Dziś wspomnienie takiej jednej nocy.
Położyliśmy się wcześniej do łóżka – bo ostatnio często kładziemy się wcześniej. Monika jak co dzień położyła się na boku, przylegając do mnie plecami, w pozycji typowych “łyżeczek”. Moje dłonie od razu dotarły do jej biustu. Jak się zapewne domyślacie jej piersi były zdecydowanie większe, co bardzo mnie podniecało. Powoli badałem jej duże i nabrzmiałe piersi, czując jak penis zaczyna robić się coraz większy. Moniki ciało zupełnie inaczej reagowało na dotyk i bodźce seksualne – piersi były bardzo czułe i wystarczył delikatny dotyk by brodawki stały się twarde a ona sama podniecona. Również w kwestii jej gotowości do seksu działo się to bardzo szybko. Wystarczyło kilka chwil i była wilgotna. Teraz było podobnie, już po kilku chwilach poczułem jak jej ręka dociera do moich bokserek i wyjmuje penisa, próbując skierować go do swojej cipki. Wypięła się, a ja w nią wszedłem. Delikatnie, jak zawsze ostatnimi czasy. Dość płytko – bo w tej pozycji trudno o głębsza penetrację, której zresztą byśmy nie chcieli. Moje ruchy były powolne, w ciąży nie trzeba się spieszyć, zwłaszcza że musiałem oszczędzać siły gdyż Monika w ciąży nie oczekiwała “szybkich numerków‘ a raczej dłuższych sesji. Mój penis wchodził do połowy a leniwe tempo nie pozwalało na szybki finisz – już o tym wiedziałem, gdyż od jakiegoś czasu tak się kochaliśmy, czasami przez dłuuugi czas. Ręką starałem się dotykać wszystkich jej czułych miejsc. Monika pojękiwała już od momentu gdy w nią wszedłem. Nawet nie zdajecie sobie sprawy jak trudno jest facetowi w takim momencie wytrzymać, by nie wejść głębiej i mocniej. By nie przerzucić jej na plecy i dać upust swoim potrzebom ostrego spełnienia. Ale w ciąży myśli się inaczej. Kochasz się wolniej i delikatniej ale i korzyści jest więcej. Twój orgazm trwa dłużej, żona czasami ma kilka orgazmów… Tak było i tym razem. Monika pomagając sobie ręką doszła dwa razy, ja tylko raz, ale orgazm był niesamowicie długi i przyjemny. Najtrudniejsze było nie przyspieszyć gdy dochodziłem i nie próbować głębszej penetracji. Ale właśnie to procentuje innymi doznaniami. Orgazm smakuje inaczej i czujesz go bardziej. Skupiasz się na czymś innym niż mocne posuwanie, a w zamian masz dwa razy dłuższy orgazm.

Po wszystkim, nie wyszedłem z niej od razu, ale przytulając się pozostałem w bezruchu, z penisem w niej… Prawie zasnęliśmy w tej pozycji…

Tagi: ,

Odpowiedzi: 4 do wpisu “Ciążowo – na łyżeczki”

  1. Laura pisze:

    Bardzo delikatnie i bardzo fajnie. Te jedyne ostrzejsze zdania, dotyczące pragnienia by przyspieszyć, dodają tylko pewnosci, ze kochacie sie – w obu tego twierdzenia – znaczeniach.
    Pozdrawiam

  2. Misia pisze:

    Uprawialiscie seks po ciąży i po porodzie? Jak wrażenia?

    • admin pisze:

      Niebawem będzie wpis z relacji seksu po-porodowego. Wszystko opisze, ale ogólnie jakiś większych zmian nie było, po za brakiem czasu na jego uprawianie :).

  3. Delikatność i wyczucie – to klucz:) Jak się chce to się da! Można skorzystać z pomoc, które są dostępne w sieci. Trzeba się cieszyć także na tym poziomie ze stanu ciąży i próbować. Mam nadzieję, że Panowie nie korzystają z ogłoszeń towarzyskich, jak ich partnerki nie chcą zbliżeń… bo różnie to teraz bywa.

Zostaw odpowiedź

Twoja strona www (nie wymagane)


dziewięć + = 10