Z domu wyjechaliśmy bardzo wcześnie rano, gdyż przed nami była daleka droga. Było jeszcze ciemno gdy wyjeżdzaliśmy z naszego miasta. Za szybą delikatnie kropił deszcz – fatalna pogoda w perspektywie prowadzenia auta przez pół Polski, ale nie ma innego wyjścia – umówiliśmy się z moim kuzynem i jego żoną, więc trzeba jechać. Kierunek – południe Polski, czyli góry i to była jedyna pocieszająca informacja. Zawsze dobrze się nastrajam jadąc w góry. Piękne widoki, czyste powietrze, cisza i spokój – dobrze na mnie działają. Trochę szkoda mi było, że jedziemy tam tylko na dwa dni, ale takie zaproszenie otrzymaliśmy, więc nie było innego wyjścia.
Monika wyciągnęła jakiś sweter ze swojej torby i zawinęła się w niego, co oznaczało mniej więcej tyle, że zaraz zaśnie a ja nie będę miał nawet z kim porozmawiać, ale na jej miejscu zrobiłbym dokładnie to samo. Po około godzinie zaczęło robić się jasno, wstawał nowy dzień, deszcz przestał padać natomiast coraz mocniej świeciło słońce. Zapowiadała się całkiem ładna pogoda. Monika wciąż spała.Po około trzech godzinach od wyjazdu zacząłem rozglądać się za miejscem gdzie moglibyśmy się zatrzymać i zjeść zrobione przez żonę kanapki, popijając kawą zrobioną tym razem przeze mnie. Postanowiłem powoli budzić Monikę, aby dostosowała się do panującej temperatury, gdyż zawsze każdy obudzony człowiek w podróży jest zmarznięty, nie mówiąc już o sytuacji gdy trzeba wyjść na świeże powietrze o 5 rano, do tego po deszczu.
Jechaliśmy wąską, krętą drogą i już tego żałowałem – nie dość że same dziury w nawierzchni, nie dość że trzeba uważać bo albo same “niebezpieczne zakręty” albo “ograniczenia do 60”, radary, “tereny zabudowane”, to na dodatek żadnego sensownego parkingu gdzie można się zatrzymać i chwilę odpocząć. Do tego droga cały czas prowadzi przez las. Mogłem jednak jechać główną drogą – pomyślałem – ale, oczywiście chciałem jechać na skróty, bocznymi drogami i teraz są tego efekty. Zawsze tak jest, po prostu zawsze: jak szukam jakiegoś leśnego parkingu lub miejsca na odpoczynek to nic nie ma, a jak nie potrzebuję parkingu to są co kilka kilometrów. Do tego Monika zaczęła opowiadać, że o tej godzinie normalnie byśmy leżeli pod kołdrą i słodko chrapali. Zaczęło się niepozornie – pomyślałem o tym, co jeszcze moglibyśmy robić pod tą kołdrą i dostałem erekcji. Im dalej jechaliśmy, tym większa miałem ochotę na seks. W końcu pojawił się leśny parking. Wjechaliśmy na niego – byliśmy tam sami. Dookoła unosiła się poranna mgła i panowała cisza, nie licząc rzadko przejeżdżających samochodów. Wpadłem na szalony pomysł i postanowiłem go zrealizować. Powiedziałem że mam ochotę na seks: tu i teraz. Zaproponowałem spacer przez las. Wizja spaceru po obcym lesie, w sukience i szpilkach, o poranku, do tego w mgle która nie wyglądała zbyt zachęcająco – wydał się Monice chyba dość niezwykły, bo spojrzała na mnie jakbym postradał zmysły. Ale założyła na sukienkę sweter i poszła ze mną. Wyglądała dość niezwykle: seksowna sukienka, szpilki i do tego… stary, rozciągnięty sweter. Ale co tam – ważne aby nie było zimno, a przecież i tak zakładaliśmy że nikt nas nie będzie widział. Na początku szliśmy leśnym duktem – droga była polna, ale twarda i w miarę równa. Im posuwaliśmy się głębiej w las tym cisza stawała się większa i bardziej przejmująca. Mgła również była gęstsza i widzieliśmy coraz krótszą odległość przed sobą. Po jakimś czasie skręciliśmy w taką wąską dróżkę. Prowadziła nas lekko pod górę a potem w prawo. Gdy poczułem, że jesteśmy już wystarczająco daleko od parkingu, oraz wystarczająco daleko by czuć się bezpiecznie – zeszliśmy ze ścieżki, kierując się między drzewa. Monika się irytowała, bo szpilki zapadały się w miękkie poszycie i utrudniało jej to drogę. Poza tym przejście przez dziki las, nigdy nie jest komfortowym doznaniem. W pewnej chwili zauważyłem, że mgła zrobiła się jeszcze gęstsza – wprost parowała z mchu i poszycia leśnego, otulając nas swoją zasłoną. Bajecznie, ale i trochę strasznie! Przez moment poczułem się nieswojo – pomyślałem o filmach na których widziałem ludzi, którzy wchodzą w mgłę i nie potrafią znaleźć drogi powrotnej. Szybko spróbowałem przypomnieć sobie z jakiego kierunku tu przyszliśmy i byłem pewien, że wiem gdzie jest parking z naszym samochodem. Na wszelki jednak wypadek nie zamierzałem już głębiej wchodzić w las.
Było magicznie – to fakt, mgła zagłuszała wszystko, cisza była tak niesamowita i przejmująca, że aż miałem ciarki na ciele. Czasami tylko słyszałem w najbliższym otoczeniu odgłosy jakiś ptaków. Stanęliśmy obok drzewa, w sumie pod drzewem. Zaczęliśmy się całować. Monika jeszcze się zapytała: naprawdę chcesz to tutaj zrobić? Odpowiedziałem twierdząco, na co Ona odparła: To na co czekasz?!
Włożyłem rękę pod jej sukienkę szukając szparki. Monika cichutko jęknęła gdy ją znalazłem i zacząłem pieścić. Po chwili jej ręce zaczęły niezgrabnie rozpinać mój rozporek. Gdy penis był już poza spodniami M. ukucnęła przede mną i wzięła go do ust. Bez jakiś specjalnych łagodnych pieszczot, bez lizania i całowania. Po prostu wzięła go głęboko i zaczęła ssać, pomagając sobie ręką. Nie było czasu, ani sprzyjających okoliczności na jakieś wielce wyszukane pieszczoty. Poza tym to, co robiła było równie fantastyczne. Nie trwało to długo – szpilki znów zapadły się w podłoże i Monika zaczęła czuć się niekomfortowo, tracąc co chwilę równowagę. Podnosząc, chwyciła się drzewa wypinając w moją stronę swe ciało. Podciągnąłem sukienkę i najpierw wsunąłem w nią palec, odsuwając na bok stringi. Miała na sobie czarną bieliznę, a stringi składały się głównie z seksownych sznureczków, i kilku drobnych kawałków przezroczystego materiału. Rozprowadziłem jej wilgoć po wszystkich krawędziach szparki i przysunąłem bliżej moje ciało. Pomagając sobie ręką ustawiłem członka na wprost jej cipki. Wszedłem powoli, ale głęboko.Monika jęknęła, gdy prawie cały penis był już w środku. Rozsunęła jeszcze trochę nogi by położenie naszych ciał się zgadzało i szepnęła bym pamiętał “nie kończyć w środku”. Chwyciłem ją za biodra i powoli zacząłem się poruszać. Powoli, bo było bardzo ciasno: M. nie była jeszcze chyba tak całkiem nawilżona, ja natomiast byłem bardzo nabrzmiały, poza tym w tej pozycji kąty były takie, że czułem opór. Wsuwałem go powoli w jej cipkę, delektując się właśnie tym oporem, tym jak było tam ciasno. Czułem jak Monika się napina, gdy moje ciało napiera na nią, pchając ją w stronę drzewa. Moje ruchy były pozbawione gwałtowności i energii, raczej leniwe. Natomiast starałem się dotrzeć jak najgłębiej. Gdy byłem wystarczająco głęboko – słyszałem jak pojękuje. Próbowałem dobrać się do jej piersi, ale sweter w który była ubrana skutecznie mnie powstrzymał – zbyt wiele warstw, aby dotrzeć do biustu. Z czasem przyspieszyłem trochę. Monika musiała mocniej chwycić się pnia drzewa, widziałem jak jej ręce zaciskają się na jego konarze. Znów przypomniała mi, abym nie wytrysnął w niej. Wiedziałem, że zależy jej na tym aby nie zajechać do mojej rodziny z wilgotnymi od spermy udami. Powiedziałem, że pamiętam, i zapytałem czy weźmie go potem jeszcze do ust. Jęknęła, że jak się dobrze sprawię to rozważy taką ewentualność :) Starałem się więc jak najlepiej sprawiać, ale zdawałem sobie sprawę że ona raczej nie dojdzie w tych okolicznościach. Może nie potrafiła się wyluzować, może była spięta. W sumie ja też byłem trochę spięty i czułem się mimo wszystko nieswojo. Ale facetowi nie potrzeba wiele by mieć orgazm. Przyspieszyłem – M. tłumiła jęki, które w normalnych okolicznościach byłyby głośnymi odgłosami kobiety, która nieskrępowanie uprawia seks. Tym razem jednak wgryzła się zębami w lewe przedramię by stłumić swoje jęki. Chwyciłem Jej tyłeczek mocno w ręce i zacząłem mocniej posuwać. M. zsunęła jedną rękę między nogi i zaczęła pocierać łechtaczkę – jak się domyślałem po jej ruchach. Widząc to wszystko mój orgazm był kwestią kilku sekund, ale wiedziałem, że im dłużej będę w niej tym łatwiej będzie jej dojść, a bardzo chciałem aby udało jej się mieć orgazm zanim ja to zrobię. Z tego wszystkiego, mało co bym zapomniał by wyjść z niej przed wytryskiem. Wcześniej plan miałem taki, że wyjmę go wcześniej i dam Monice do ust, aby dokończyła oralnie, ale nic z tego nie wyszło. Do ostatniej chwili pozostałem w niej, zapominając o wyjęciu penisa. Dopiero gdy poczułem, że moja sperma za dwie sekundy wytryśnie ze mnie – gwałtownym ruchem wyjąłem go. Monika jeszcze parę razy potarła swój guziczek i chyba również doszła. Spojrzeliśmy na siebie, trochę zdziwienie, trochę zmieszani – z pewnością zsapani, ale i spełnieni.
Do samochodu trafiliśmy bez problemu, pomimo mgły. Na parkingu musieliśmy się oporządzić – w ruch poszły chusteczki higieniczne. Monika usunęła nasze soki ze swojej kobiecości, ja ogarnąłem mojego “wacka”. Pozostało doprowadzić jeszcze szpilki mojej żony do porządku.
Bardzo miło wspominaliśmy przez dalszą część drogi ten postój.
Ciąg dalszy nastąpi…