To była wiosna, nie pamiętam dokładnie czy koniec kwietnia czy może już maj. W każdym razie był to już ten okres, gdy ogrzewanie mieszkania nie ma większego sensu w ciągu dnia, a w nocy jest niestety chłodno. Tak było i tym razem, z tym że dzień był na tyle zimny, że nawet w ciągu dnia było chłodno. Typowa pora aby złapać przeziębienie. Po położeniu “Młodego” spać, sami też szybko wskoczyliśmy do łóżka, aby nie marznąć przed telewizorem. Zmarznięci przytuliliśmy się pod kołdrą, próbując rozgrzać swe ciała. No i wiecie… Ciało do ciała… I erekcja gotowa :)
Kiedyś w takich okolicznościach po prostu zaczęlibyśmy się kochać, ale od pewnego czasu wprowadziliśmy kilka ograniczeń ze względu na naszego synka, o których muszę tu wspomnieć. Ponieważ nasze dziecko jest już w takim wieku, że może pamiętać co zobaczy, stwierdziliśmy że nie możemy się kochać w jego obecności – po prostu jest już za duży i zbyt kumaty. Widok kochających się rodziców mógłby też negatywnie wpłynąć na jego psychikę. Postanowiliśmy więc, że nie będziemy się kochać w pomieszczeniu gdzie śpi “Młody”. Ostatnio w ogóle rzadko się kochamy, ale jeśli już – to robimy to w pokoju dziennym, podczas gdy on śpi w sypialni, w swoim łóżeczku. Teraz jednak perspektywa opuszczenia ciepłych miejscówek pod kołdrą i przejście do zimnego pokoju dziennego w ogóle nie wchodziła w grę. Oboje wiedzieliśmy, że chłód w drugim pokoju ostudziłby nasze ciała i nasze erotyczne pragnienia. Poza kołdra panowała taka temperatura, że strach było wysunąć palec poza nią. Nie wiedzieliśmy co zrobić. Całowaliśmy się coraz bardziej namiętnie, zadając sobie pytanie jak mamy to zrobić, aby nasz synek nas nie zauważył. Opcje wyjścia spod kołdry i przejścia do innego pokoju,  odrzuciliśmy jednogłośnie od razu! Za zimno. Na samą myśl przytulaliśmy się bardziej i mocniej przykrywaliśmy kołdrą. Więc co? Seks pod kołdrą? Nienawidzę seksu pod kołdrą, Monika także. Zawsze to robimy bez kołdry, która tylko ogranicza nas. Teraz jednak trzeba było jakoś osłonić nasze ciała przed potencjalnych wzrokiem “małych oczek”, poza tym kołdra także gwarantowała zachowanie ciepła. Nie mając innego wyjścia, podjęliśmy ryzyko seksu w obecnym miejscu. Jeszcze jedno spojrzenie w kierunku łóżeczka, czy “Młody” śpi i do dzieła. W trzy sekundy pozbyliśmy się bielizny i przylgnęliśmy do siebie nagimi ciałami. Kołdrą jeszcze bardziej się przykryliśmy, tak aby tylko głowy nam wystawały. Nasze usta kąsały się, pragnąc wzajemnie siebie. Ręką ściskałem jej pierś, czując brodawkę. Raz po raz kierowałem swoje usta by ją popieścić. Monika trzymała w ręku mojego penisa, pieszcząc go łagodnie. Zastanawiałem się w jakiej pozycji mamy to zrobić, gdyż byliśmy tacy spragnieni, że dłuższa gra wstępna nie była wymagana. W pozycji klasycznej, zawsze zsuwała się z nas kołdra, i nie dość że zupełnie nas rozpraszała to i tak zawsze kończyliśmy nadzy, co w obecnej sytuacji nie było wskazane. Na jeźdźca – mogłaby być zbyt spektakularna, gdyby syn zobaczył mamę z nagim biustem na tacie. Na pieska? Chyba się nie da pod kołdrą… Więc co? Łyżeczki? Nienawidzę tej pozycji. Monika też nie przepada i chyba nigdy w niej nie dochodzi. Zapytałem Monikę co o tym sądzi, ale ona odpowiedziała tylko “Nie wiem” i wsunęła się pod kołdrę, biorąc do ust mojego penisa. Przez chwilę problem pozycji przestał istnieć, a przynajmniej o tym nie myślałem, delektując się rozkoszą jej ust. Przeszło mi tylko przez głowę, że seks pod kołdrą jest bez sensu, bo nawet nie widzę żony która robi mi loda. A przecież jestem wzrokowcem i uwielbiam to widzieć. Uwielbiam mieć wtedy kontakt wzrokowy z żoną. Widzieć jak bierze głęboko i wyzywająco patrzy mi w oczy. To chyba najbardziej intymne spojrzenie między nami, w czasie seksu. A teraz mogłem tylko popatrzeć na kołdrę, pod którą poruszała się jej głowa. Spojrzałem jeszcze w stronę łóżeczka, czy aby na pewno “Młody” śpi i skupiłem się na przyjemnościach płynących spod kołdry.
Monika wychodząc spod kołdry, odwróciła się tyłem, co jak mniemałem było jednoznaczne ze stwierdzeniem w jakiej pozycji będziemy to robić. Ech…. Chyba kilka lat nie robiliśmy tego w tej pozycji, co najlepiej oddaje że to nie jest lubiana przez nas pozycja. Ani nie można się swobodnie poruszać w tej pozycji, ani nie mogę głęboko w nią wejść. Nie widzimy własnych twarzy… Same minusy. No ale nie ważne. Monika przykryła się kołdrą i leżąc na boku wypięła w moja stronę. Wziąłem penisa do ręki i skierowałem go w stronę jej pochwy. Kąty jak zawsze się nie zgadzały, więc musieliśmy korygować… Po chwili wszedłem w nią. Chwyciłem jej pierś i zacząłem poruszać biodrami. Byłem w niej stosunkowo płytko to i ruchy były raczej delikatne. Słyszałem jej ciche westchnięcia, jednocześnie czując jak brodawka staje się coraz twardsza i większa. Lubie to! Po chwili znów skorygowaliśmy pozycję, oboje chcieliśmy móc głębiej. Od razu Monika stała się głośniejsza, oczywiście adekwatnie do możliwości jakie mieliśmy z małym dzieckiem w pokoju. Leżąc na prawym boku, chwyciłem jej lewą nogę i zginając w kolanie przyciągnąłem do jej ciała. Mogłem wejść jeszcze trochę głębiej. Jęknęła, czując to również. Wiedziałem, że oboje nie wytrzymamy długo trzymając tą nogę, więc przyspieszyłem. Jej odgłosy stały się głębsze. Prawą ręką chwyciłem mocno jej długie włosy i pociągnąłem do tylu, odchylając jej głowę. Jęknęła mocno, oboje wiemy, że to lubi. Chciałem to wykorzystać – okręciłem sobie jej kitę wokół ręki i jeszcze trochę pociągnąłem. Monika jęknęła głośno, przyspieszyłem próbując wchodzić w nią jak najgłębiej. Zaczęła dochodzić. Kilka silnych ruchów, mocniej przyciągnąłem jej nogę i pociągnąłem jeszcze za włosy. Jęknęła przeciągle. Głośno oddychała, szybko łapiąc powietrze. Stłumiła swoje odgłosy w poduszce, by nie obudzić “Młodego”. Ja doszedłem tuż po niej.
O dziwo, już w ogóle nie było nam zimno. Może te “łyżeczki” nie są takie złe?
A Wy lubicię tą pozycję? Czy tylko my tego nie lubimy? Może byłoby inaczej, gdybym był bardziej obdarzony, ale przy moich wymiarach w tej pozycji nie czujemy się komfortowo podczas seksu. Ciekawy jestem Waszej opinii.