Zrób sobie dobrze sam…

(wakacje 2011, lipiec)
To były wakacje, ponad dwu tygodniowy wyjazd do naszej ulubionej Ustki. Kochaliśmy się często i gęsto: o poranku, po śniadaniu, przed obiadem i po powrocie z plaży… Każdy powód był dobry by iść do łóżka, lub zrobić to poza nim. Każdego wieczora, dosłownie każdego uprawialiśmy seks i ciągle było nam mało. Wieczory spędzaliśmy w małych knajpkach, na ogródkach piwnych lub innych lokalach w których zazwyczaj popijaliśmy procentowe napoje. A potem to wiadomo: prosto do łóżka. Tego dnia nie było inaczej: wieczór spędziliśmy w jednym z naszych ulubionych lokali o nazwie którą celowo pominę – w każdym razie piliśmy piwo i gadaliśmy o wszystkim tym, o czym rozmawia się na wakacjach, czyli o pierdołach :) Do pensjonatu wróciliśmy bardzo późno, z odpowiednią ilością procentów w głowach. Byłem podniecony i myślałem tylko o namiętnym seksie, więc szybko poszedłem pod prysznic, próbując zaciągnąć tam również żonę. Ona nie chciała jednak – śmiejąc się mówiła, że nie chcę być ofiara gwałtu pod prysznicem. No dobra – szybko się sam wyprysznicowałem i wskoczyłem do łóżka. A że moje podniecenie nie opadło (a raczej jeszcze bardziej zesztywniało) to znalazłem się nagi w łóżku ze sterczącym penisem, co moja żona skomentowała, że raczej mam sobie nic nie obiecywać po dzisiejszej nocy, bo ona jest strasznie zmęczona i senna. Po tym oświadczeniu poszła do łazienki. Powiedziałem, że mam taką ochotę na nią, że nie biorę nawet pod uwagę takiej ewentualności, na co ona wysuwając głowę z łazienki oznajmiła mi, śmiejąc się: że będę musiał sobie zrobić dobrze sam, bo ona dziś mi nie pomoże. Znam Monikę nie od tygodnia i wiem kiedy żartuje, a kiedy nie. Wiem, że czasem nawet jeśli mówi że nie ma ochoty na seks to po chwili jej nabiera. I choć teraz się śmiała mówiąc do mnie te słowa, widziałem w jej oczach zmęczenie… No cóż… Z braku innych możliwości wziąłem sprawy w swoje ręce, tj. zacząłem delikatnie dotykać swojego penisa. Nie jak jakiś szalony onanista, ale tak zupełnie powoli, dla relaksu. Leżąc tak, czekałem na żonę.
Gdy M. wróciła spod prysznica wybuchnęła śmiechem widząc, że jej słowa wziąłem tak dosłownie. Zaproponowałem, aby mi pomogła to wtedy będzie szybciej i ogólnie uda nam się obojgu szybciej zasnąć. Monika jednak była nieugięta: “Nie, nie, mnie dziś na nic nie namówisz, ale zrób sobie dobrze sam, nieźle ci idzie.” – i znów śmiech. Po chwili  leżała juź obok w łóżku i z zaciekawieniem spoglądała na to co robię. Miałem najpierw trochę oporu aby iść na całość, więc poruszałem ręką dość nieśmiało. Oczywiście wielokrotnie pieściłem się sam przed nią, ale zawsze ona wtedy robiła to samo. Zawsze w takich chwilach Monika była podniecona i rozpalona, a teraz patrzyła na mnie jak na ciekawy obiekt w muzeum. Ale jednak nie wytrzymałem i postanowiłem iść na całość – zapytałem po raz ostatni czy mi pomoże, ale jej ostentacyjne ziewnięcie miało mi chyba wystarczyć za odpowiedź…. Przyspieszyłem ruchy ręką, oraz mocniej ją zacisnąłem na członku. Nie zwracając uwagi na leżącą obok żonę zacząłem się ostro onanizować. Alkohol we krwi tylko dodawał mi odwagi. Zacząłem poruszać ręką w różnym rytmie, oraz w różnym zakresie ruchów. Czasem przesuwałem dłonią po całej długości penisa, czasem zaciskałem ja tylko u nasady i poruszałem krótkimi, energicznymi ruchami. Przyspieszałem, zwalniałem, przerywałem gdy zaczynałem dochodzić… zaprezentowałem pełen zakres czynności jaki znałem a który służy mi do robienia sobie dobrze ręką. Monika od pewnego czasu przestała mnie ignorować i z zaciekawieniem oglądała to co robię. Pieściłem penisa różnymi technikami: trzymając go pełną dłonią, między dwoma palcami, oraz pocierając tylko od dołu. Stosowałem krótkie ruchy tylko u nasady, lub tylko na główce by potem przejść do długich, po całej długości członka. M. w pewnej chwili nie wytrzymała i powiedziała: pomogę ci , jednocześnie prawie wyrywając mi go z dłoni. Wykonała kilka gwałtownych ruchów ręką, po czym wzięła go do ust. Położyłem się wygodnie, oddając rozkoszy. Moniki usta, podobnie jak wcześniej moje dłonie prezentowały przegląd różnych technik oralnych. Najpierw po prostu pieściła go w swoich ustach, a potem lizała, całowała i ssała, pomagając sobie ręką. Również robiła to z różną intensywnością oraz prędkością. Po jakimś czasie moje palce dotarły między jej nogi i poczułem tam jej wilgoć. Dużo wilgoci. Moje dłonie tylko ślizgały się po jej szparce, muskając co wrażliwsze miejsca. M. czując to zaczęła przyspieszać ruchy ustami co było niebezpieczne, bo byłem strasznie podniecony. Kilka razy nawet poprosiłem aby zwolniła, bo trudno już mi było zapanować nad własnym ciałem. Gdy jej usta dawały mi trochę odpocząć ja mogłem wrócić do jej kobiecości i kontynuować pieszczoty, które stawały się coraz intensywniejsze i głębsze. Czasami słyszałem jej jęki, gdy odrywała usta ode mnie. Chciałem ją jeszcze popieścić, ale Monika w pewnym momencie uniosła się i usiadła na mnie w pozycji “na jeźdźca”. Powoli opadając nadziewając się na mojego penisa. Jęknęła gdy miała go już całego w sobie. Moje ręce zacisnęły się na jej t-shirt’cie, pod którym rysowały się stojące sutki. Objąłem i zacisnąłem dłonie na jej piersiach podczas gdy ona zaczynała się już rytmicznie poruszać. Najpierw tylko biodrami, do tyłu i do przodu. Powoli, takimi kocimi ruchami, gdy to robiła pochylała się lekko nade mną. Z jej ust wydobywały się jeszcze tylko takie leniwe jęki. Ja cały czas zaciskałem masująco dłonie na jej biuście czując pod koszulką sterczące sutki. Żona z leniwego jeźdźca przechodziła w trucht, przez analogie do jazdy konnej. Wyprostowała się bardziej i jej ruchy były skierowane raczej w kierunkach: góra-dół. Szybszym ruchom oczywiście towarzyszyły głośniejsze i energiczniejsze jęki. No i łóżko bardziej hałasowało. Pieprzone łóżko było z jakiś starych skrzypiących sprężyn, które co noc doprowadzały nas do furii, w obawie przed tym co słyszą inni goście pensjonatu. Zawsze potem byliśmy skonsternowani mijając sąsiadów następnego dnia na korytarzu, ale w trakcie seksu to nie miało wielkiego znaczenia. Moje ręce wkradły się pod jej koszulkę, gdyż chciałem poczuć lepiej jej piersi i sutki – M. natychmiast zrzuciła ją, odsłaniając swe ciało w pełni dla mych rąk. Zacisnąłem je pieszczotliwie na biuście, a ona objęła jedną ręką moją dłoń i ścisnęła ją mocniej dając do zrozumienia, że mam zintensyfikować dotyk ręką. Znów przyspieszyła – teraz to już był galop. Do odgłosów w pokoju dołączył jeszcze odgłos naszych spoconych ciał uderzanych o siebie – sąsiedzi z pewnością mieli pełen przegląd naszych możliwości wokalnych. Monika wyprostowała się i zaczęła poruszać się w inny sposób, na przemian góra-dół, oraz do tyłu i do przodu, czasem dodatkowo kręcąc biodrami. Oderwałem ręce od jej piersi, bo trochę krępowało to jej ruchy. M. jeszcze przyspieszyła i zaczęła już wyłącznie podskakiwać na mnie. Uwielbiam ten widok gdy jej biust podskakuje rytmicznie, chociaż teraz to raczej nie było podskakiwanie a bardzo szybkie obijanie się w różnych kierunkach, tak szybko się poruszała. Była głośno, choć wiem, że starała się być ciszej. Łóżko było strasznie głośne, ale nad tym nie byliśmy już w stanie zapanować. Dochodziła. Jej jęki były coraz krótsze i coraz bardziej piszczące, choć starała się je tłumić jak mogła. Po chwili zatrzymała się i wiedziałem, że to właśnie jest ten moment. Jeszcze jej biodra wykonywały delikatne ruchy, spowolnione, takie jakby się delektowała uczuciem orgazmu, ale reszta ciała była wyprostowana, głowa odchylona do tyłu, włosy luźno opadające na moje nogi. Po chwili jęknęła jeszcze przeciągle co miało znaczyć, że było jej bardzo przyjemnie i usiadła już normalnie, pochylając się nade mną. Ja jednak nadal miałem ochotę na seks. W sumie to mało co już bym doszedł, ale potrzebowałem jeszcze kilku sekund, a M. akurat w kluczowym momencie przestała się poruszać.
“Jedziemy jeszcze raz?” – zapytała, a ja oczywiście nie zaprzeczyłem. Chciałem teraz ja być na górze, ale ona dała mi znak bym leżał. Odwróciła się do pozycji odwrotnego jeźdźca, tyłem do mnie i wsunęła w siebie mojego penisa. Doskonale wie, jak bardzo lubię te pozycję, ale ja także wiem, jak bardzo ona jej nie lubi, po prostu anatomicznie nie pasujemy do siebie w tej pozycji i ją to zazwyczaj boli. Ale teraz najwyraźniej miała ochotę to zrobić, lub po prostu chciała aby mi było przyjemnie. Usiadła na mnie wyprostowana wsuwając go w siebie, a potem pochyliła się do przodu bardzo mocno wypinając swoja pupę w moja stronę. Bardzo powolnymi ruchami zaczęła poruszać biodrami co skutkowało tym, że mój penis powoli, powolutku wsuwał się w jej szparkę i wysuwał. “Podoba ci się widok?”, zapytała moja żona, co było zupełnie zbędnym pytaniem bo ja po prostu nie mogłem oderwać wzroku od naszych ciał. A najlepsze było to, że działo się tak powoli. I ta wilgoć na jej cipce i moim penisie, która dodawała tylko pikanterii temu widokowi. Obraz ten sprawił, że po mniej więcej 30 sekundach zacząłem wydawać z siebie odgłosy rozkoszy. Nie dochodziłem szybko, bo jej bardzo powolne i jednostajne ruchy nie pozwalały na to, więc nadchodzący orgazm miał być niesamowitym doznaniem. Uwielbiam dochodzić powoli, uwielbiam czuć pełną skalę rozkoszy jaką wtedy przeżywam. Monika nie przyspieszała na szczęście. Rozkosz nadpłynęła jak zwykle, gdzieś z podbrzusza, wędrując w stronę czubka penisa. Wszystko się działo jakby na zwolnionym filmie. Wolniej, ale o ile dokładniej, przez co czułem wszystko jakby po dwakroć. Mrowienie, napięcie, wędrujące nasienie po całej długości penisa a potem wytrysk. Duży, ale najważniejsze że długi… A ona cały czas powoli poruszała tymi biodrami wsuwając go w siebie i wysuwając… Miałem fajerwerki przed oczami! Opadłem delektując się tym uczuciem.
Gdy już minęła główna faza mojej ekstazy, Monika położyła się koło mnie i szepnęła, aktorskim tonem: “Nie dobry jesteś, perfidnie zbałamuciłeś pijaną żonę, a potem ją wykorzystałeś – teraz zrób jej dobrze”. Odpowiedziałem: “Nie wiem kto tu kogo wykorzystał, bo to ty byłaś raczej u góry”, a potem zapytałem: “myślałem, że miałaś orgazm?”. Miała, miała – ale chciała jeszcze, tym razem ustami.
Zsunąłem się między jej nogi i zabrałem się do lizania jej kobiecości. Oczywiście była tam “pełna”, więc najpierw musiałem zrobić mały porządek zlizując swoje nasienie i jej soki, a było tego naprawdę wiele, a dopiero potem mogłem robić to na co miała naprawdę ochotę. Poszło szybko – dwoma palcami rozsunąłem jej wargi i językiem dobrałem się do jej łechtaczki. Sam czubek języka sprawdzał się najlepiej. Szybkie, muskające ruchy sprawiały jej najwięcej przyjemności. Doszła szybko, oczywiście informując o tym wszystkich sąsiadów.

Tagi: , , , , ,

Odpowiedzi: 3 do wpisu “Zrób sobie dobrze sam…”

  1. oros pisze:

    Fajnie mieć młodą świeżą żonę w czasie, gdy jej fantazje są równe naszym. Z czasem może się to jednak rozjechać. Trochę piszę o tym u siebie

  2. Nika pisze:

    Nieźle. Czekam niecierpliwie na nowe opisy! :)

  3. Karol pisze:

    Witajcie mam 19 lat i szukam dziewczyny

Zostaw odpowiedź

Twoja strona www (nie wymagane)


× 7 = czterdzieści dwa